czwartek, 23 marca 2017

Rozdział dodatkowy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Okej, powiedzmy tak: Aleksy 21/03 miał urodziny i poniosła mnie wyobraźnia. Nie spodziewajcie się jakiejś bardzo ambitnej treści, lenny w tytule mówi sam za siebie.
*zostawia to tutaj i idzie schować się w kącie*


      Gdy wróciłem do domu, na zewnątrz było już ciemno i cicho. Poza jedną sąsiadką, która spacerowała po okolicy ze swoim trzęsącym się ratlerkiem, przy naszym bloku nie było żywej duszy. Nie ociągając się, wszedłem po schodach na pierwsze piętro i zwolniłem, przystając przed drzwiami naszego mieszkania. Nasłuchiwałem przez chwilę, ale poza znajomym odgłosem włączonego telewizora nic nie słyszałem, co było trochę dziwne, bo spodziewałem się, że będziemy mieć gości.
      Nacisnąłem klamkę i wszedłem cicho do środka. Nie zatrzymałem się, żeby zdjąć buty i kurtkę, tylko przeszedłem przez przedpokój i zajrzałem do salonu. Od razu napotkałem znajome spojrzenie Aleksego, trochę odwrócone, bo leżał na kanapie z głową wygiętą do tyłu.
      – Hej – powiedział, jak tylko nasze oczy się spotkały. Zabawnie wyglądał, gdy włosy zsuwały mu się z czoła w dół.
      Uśmiechnąłem się lekko, podchodząc do niego.
      – Hej, słońce – odparłem. Przysiadłem na kanapie obok jego nóg, a on powoli wyprostował głowę i pomasował się po szyi.
      – Przetrzymali cię w pracy? Zwykle wracasz wcześniej... Och.
      Spojrzał z zaskoczeniem na bukiet kwiatów, który wyjąłem zza pleców i wyciągnąłem w jego stronę.
      – Erm, właściwie to poszedłem po to – powiedziałem, nie patrząc na niego. Usłyszałem ciche, rozczulone parsknięcie. – Przepraszam, że nie mogłem dać ci ich wcześniej...
      Aleksy przyjął kwiaty z zadowolonym uśmiechem. Przyjrzał się im, a wyraz jego twarzy złagodniał. Odchrząknąłem, starając się ukryć skrępowanie.
      – Wiem, że róże są takie oklepane, ale...
      – Nie, w porządku – przerwał, podnosząc na mnie wzrok. – Są śliczne. Dziękuję.
      Uśmiechnęliśmy się do siebie, a ja przysunąłem się bliżej, żeby pocałować go w usta.
      – Wszystkiego najlepszego – mruknąłem, starając się objąć go tak, żeby nie pognieść kwiatów. Aleksy zamruczał jak kot, oddając mocno uścisk i przytulając do siebie nasze policzki. Palce jego lewej dłoni szybko znalazły się w moich włosach, bawiąc się nimi delikatnie. – Po stanie tego pokoju wnioskuję, że miałeś gości?
      Mój chłopak zaśmiał się lekko i potwierdził mruknięciem.
      – Tak, ale wynieśli się, jak im powiedziałem, że niedługo wrócisz – powiedział.
      – Rozumiem – odparłem, bo pomyślałem, że mówienie "to dobrze" byłoby trochę niegrzeczne. Pocałowałem go znowu, tym razem tylko lekko w kącik ust. Wtedy poczułem delikatny zapach alkoholu. – Piliście?
      – Szampana. A jak już poszli, to zjadłem pudełko czekoladek z likierem – wyznał z rozbawieniem. – Prezent od Darii...
      Odsunąłem się od niego niechętnie, bo niestety zaczynałem przegrzewać się w kurtce. Rozpiąłem ją i wstałem z kanapy, po czym skierowałem się z powrotem do przedpokoju.
      – A Maurycy gdzie? – rzuciłem, gdy zdałem sobie sprawę, że nie widziałem nigdzie naszego kota.
      – Przez chwilę myślałem, że Wika go porwała, ale siedzi w sypialni. Chyba nie podobał mu się hałas. I już się zmęczył, jak wszyscy chcieli go głaskać...
      Słuchałem go, gdy zdejmowałem buty i zawieszałem kurtkę obok innych. Gdy już nie miałem na sobie niepotrzebnych warstw, przeciągnąłem się z westchnieniem ulgi.
      – Zmęczony? – rzucił Aleksy, gdy przyczłapałem do pokoju. Uśmiechnąłem się do niego bezradnie i mruknąłem potwierdzająco.
      – Poczekaj, pójdę do łazienki – powiedziałem.
      Kiwnął głową, a zanim zamknąłem drzwi, widziałem, że siadał na kanapie. Gdy po dłuższej chwili wyszedłem z łazienki, bukiet stał już w wazonie na stoliku, a mały rozgardiasz, który pozostał po wizycie naszych przyjaciół, zniknął. Poczułem się wdzięczny, bo Aleksy chociaż raz pamiętał, że nie lubiłem bałaganu, zwłaszcza gdy wracałem zmęczony z pracy.
      Wróciliśmy na kanapę. Telewizor został ściszony, mimo że mój chłopak wcześniej oglądał na nim serial. Położyliśmy się, Aleksy oparty o poduszki, a ja na nim, przytulony do jego klatki piersiowej. Zaraz poczułem, jak przykrywa mnie kocem i obejmuje ramionami.
      Westchnąłem z przyjemnością, bo to był długi dzień i zdążyłem się za nim stęsknić.
      – Dobrze się bawiliście? – zapytałem.
      – Tak. Dawno ich nie widziałem – powiedział, drapiąc mnie lekko po plecach.
      Przez jakiś czas panowała cisza. Potem powiedziałem to, co miałem na końcu języka, odkąd tylko wróciłem do domu:
      – Przepraszam, że nie mogłeś spędzić ze mną swoich urodzin...
      Aleksy pewnie spodziewał się tych słów, bo tylko pochylił się i pocałował mnie powoli we włosy, przytulając mnie do siebie mocniej.
      – Wybaczam. Przecież już o tym rozmawialiśmy – odpowiedział wyrozumiale.
      – Wiem, po prostu... – Westchnąłem z frustracją. – Że też to przyjęcie musiało wypaść akurat dzisiaj.
      – Ale i tak wypuścili cię wcześniej, nie?
      – No tak – przyznałem z niechęcią.
      – To nie marudź – odparł ze śmiechem w głosie, głaszcząc mnie po karku. Jego palce były ciepłe, przyjemne.
      – Nie jesteś zły? – zapytałem. – Mogłem przynajmniej zerwać się z zajęć...
      – Dawid – odparł tonem wskazującym na to, że przesadzam. – Twoje studia są ważne. Nie jestem zły.
      Podniosłem głowę, żeby zobaczyć jego twarz, a on patrzył na mnie ze szczerością w oczach. Wypuściłem powietrze z płuc z mieszaniną irytacji i ulgi, a on zaśmiał się cicho, tak, że poczułem to tylko po drganiach jego klatki piersiowej, na której oparłem głowę.
      – Jak chcesz – powiedziałem w końcu.
      – Zresztą, moje urodziny jeszcze się nie skończyły – zaznaczył i zaczął gładzić mnie dłonią po policzku. Przymknąłem oczy, wdychając delikatny zapach jego ciała, zmieszany z przyjemnymi perfumami. Aleksy po chwili wahania dodał: – Jeśli chcesz, możesz wynagrodzić mi twoją, erm, nieobecność.
      Otworzyłem oczy, gdy dotarło do mnie, co mógł mieć na myśli. Wystarczyło jedno zerknięcie na niego – zaczerwienionego na policzkach, ale patrzącego mi w oczy – żebym zrozumiał, że tak, dokładnie to miał na myśli. Przez chwilę nic nie mówiłem, a gdy zauważyłem, że robił się coraz bardziej skrępowany przez mój brak reakcji, uniosłem się na rękach, żeby go pocałować.
      Nigdy nie mogłem nacieszyć się tym, jakie jego usta były miękkie. Objął moją twarz dłońmi, zahaczając jednym palcem o ucho, gdy wcałowywałem się tęsknie w jego wargi, myśląc o tym, jak mi go dzisiaj brakowało. Westchnął, gdy pogłębiłem pocałunek, a wtedy poczułem cierpki smak alkoholu i słodszy, czekoladowy. Zastanawiało mnie, czy upił się chociaż trochę po tym pudełku czekoladek, ale w przeciwieństwie do mnie, miał dość mocną głowę.
      Mruknął z przyjemnością, gdy wsunąłem palce w jego włosy. Przytrzymałem lekko jego głowę, gdy całowałem go z zaangażowaniem, i nawet nie zauważyłem, że ugiąłem nogi w kolanach i przysiadłem na jego udach. Gdy zaczął mieć trudności ze złapaniem oddechu, przeniosłem wargi z jego zaczerwienionych ust na policzek, również uroczo pociemniały. Składając drobne, wilgotne pocałunki na rozgrzanej skórze, dotarłem do jego szyi. Tam pocałowałem go mocniej, co sprawiło, że Aleksy nie mógł powstrzymać cichego dźwięku przed opuszczeniem jego ust. Przygryzł wargę, ale to nie pomogło, gdy ugryzłem jego wrażliwą szyję, z mniej lub bardziej wyraźnym zamiarem pozostawienia tam śladu.
      Nie mógł powstrzymać cichego jęku, ale szybko oparł rękę na moim ramieniu, odsuwając mnie lekko od siebie. Nie protestowałem.
      – Dawid... – powiedział tylko, trochę zdyszany, ale wiedziałem, co miał na myśli. Nie chciał malinki w tak widocznym miejscu. Uśmiechnąłem się tylko, a po jego spojrzeniu wiedziałem, że domyślił się, co ten uśmiech znaczył.
      – Twoi znajomi na studiach wiedzą, że kogoś masz – powiedziałem, przysuwając się bliżej. Pocałowałem miejsce, które wcześniej przygryzłem. – Nie chcesz, żeby wiedzieli, że ten ktoś umie się tobą zająć w urodziny?
      Chyba chciał coś odpowiedzieć, ale tylko mruknął, gdy znów zahaczyłem zębami o jego skórę. Odetchnął drżąco, a ja wyraźnie poczułem, jak przez jego ciało przechodzi dreszcz. Gdy ugryzłem go mocniej, jęknął cicho, trochę z bólu, a trochę z podniecenia, wsuwając dłoń w moje włosy i przysuwając moją głowę bliżej swojej szyi.
      Gdy ślad był już wyraźny, a ja uśmiechałem się z zadowoleniem, Aleksy mruknął z wyrzutem:
      – Zawsze to robisz...
      – Zawsze udajesz, że ci się to nie podoba.
      Jego policzki pokrywał rumieniec, który w moich oczach wyglądał naprawdę ładnie. Pocałowałem go w usta, łagodniej, sunąc dłonią po jego ręce, aż natrafiłem na jego nadgarstek. Splotłem razem nasze palce, ściskając je krótko.
      – Hej... – zagaił Aleksy między drobnymi pocałunkami.
      – Hmm?
      – Chcesz to zrobić? – zapytał cicho.
      – Hm? Co zrobić? – zapytałem niewinnie, patrząc na niego jak Maurycy, kiedy wskazywałem na kolejną podartą zasłonę: jakbym nie wiedział, o co chodziło.
      Aleksy rzucił mi takie spojrzenie, że nie mogłem powstrzymać parsknięcia śmiechem. Ścisnąłem jego rękę przepraszająco, pochylając się, żeby znowu go pocałować, bo miałem wrażenie, że nigdy nie będę mieć go dosyć. On przesunął wolną dłonią po moim boku i zatrzymał się przy biodrze, by przysunąć je nieco bliżej do jego własnych. Westchnął lekko w moje usta.
      – Nie odpowiedziałeś mi – mruknął, nieco niższym głosem niż wcześniej. Przełknął ślinę, gdy przygryzłem lekko jego dolną wargę, zanim się odsunąłem. Spojrzałem w dół, na znaczące wybrzuszenie w jego dżinsach, i zdałem sobie sprawę, że ze mną było tylko niewiele lepiej.
      – Hej – powiedziałem cicho, żeby zwrócić na siebie jego uwagę (wcześniej niezbyt dyskretnie wpatrywał się w moje krocze). Odchrząknąłem, gdy podniósł na mnie nieco zamglony wzrok. – Wiesz, jestem zmęczony. Ale...
      Mój chłopak zamrugał, a potem trochę zrzedła mu mina. Spuścił wzrok i odkaszlnął.
      – A. W porządku, jak nie chcesz...
      – Ale – powtórzyłem znacząco, sprawiając, że spojrzał na mnie z powrotem. Uśmiechnąłem się uspokajająco, myśląc, że przecież nie zostawiłbym go w takim stanie. – Nie chcę iść na całość, ale... możemy załatwić to w inny sposób – powiedziałem najbardziej delikatnie, jak mogłem, bo nigdy nie lubiłem mówić o tym wszystkim. Miałem nadzieję, że moje palce zahaczone o pasek przy jego spodniach mówiły same za siebie.
      Aleksy najpierw spojrzał na mnie, jakby jednak nie do końca załapał, co miałem na myśli. Przełknął głośno ślinę, zauważywszy, że oblizuję powoli usta, i wziął szybszy oddech.
      – Chcesz zrobić to, co myślę, że chcesz zrobić? – zapytał słabo. Poczułem, jak moje usta drżą z rozbawienia.
      – Zależy, o czym myślisz – powiedziałem zgodnie z prawdą. Postanowiłem jednak już dłużej nie męczyć jego biednej głowy i zszedłem z niego powoli. Nie umknął mi zbolały wyraz twarzy, jaki miał, gdy się od niego odsuwałem. Ta mina zmieniła się jednak diametralnie, gdy powoli uklęknąłem przed kanapą. – Usiądź, dobra? – poprosiłem, patrząc mu w oczy.
      Musiałem przyznać, że obserwowanie reakcji Aleksego w takich sytuacjach było moim ulubionym zajęciem. Mimo że wcale nie robiłem tego bardzo rzadko, za każdym razem rumienił się jak swoja siedemnastoletnia wersja z początku związku i zasłaniał twarz rękami. Tym razem nie było inaczej, bo po chwili już zerkał na mnie spomiędzy palców. Nawet jeszcze nie odpiąłem jego paska.
      – Biorąc pod uwagę to, z jaką częstotliwością ty dobierasz mi się do majtek, twoje reakcje są zabawne – powiedziałem, nie mogąc powstrzymać chichotu. Pochyliłem się, żeby podwinąć jego koszulkę.
      – Spadaj – wydukał z zażenowaniem.
      Zadrżał, gdy przesunąłem dłońmi po nagiej skórze na jego klatce piersiowej, składając jeden dłuższy pocałunek nad jego pępkiem. Potem zawędrowałem ustami w dół, po jego podbrzuszu, gdzie jego skóra była wrażliwsza. Zauważyłem, że jedna z jego rąk opadła w dół, gdzie zacisnęła się na poduszce. Oddech Aleksego zrobił się nierówny.
      Rozpiąłem ostrożnie jego pasek i rozporek spodni. Skóra na jego biodrach była tak rozkosznie ciepła, że przytrzymałem przy niej dłonie, całując go znów, tuż nad linią bokserek. Mój chłopak wziął drżący oddech, delikatnie przeczesując dłonią moje włosy. Gdy mruknąłem z zadowoleniem, jego palce zostały tam na dłużej, masując lekko skórę mojej głowy.
      – N-Nie musisz, jeśli nie chcesz – odezwał się nagle, chociaż brzmiał, jakby miał się śmiertelnie obrazić, gdybym przestał. Spojrzałem na niego z uniesioną brwią, przestając na chwilę zsuwać dżinsy z jego tyłka.
      – Kto powiedział, że nie chcę? Myślę, że chodzi ci raczej o to, że nie wytrzymasz za długo – odparłem z rozbawieniem, a po jego minie wiedziałem, że miałem rację. Zsunąłem jeszcze trochę jego spodnie, a potem położyłem dłoń na jego męskości, odznaczającej się wyraźnie pod materiałem bokserek. – W porządku. Nigdy nie wytrzymujesz za długo.
      Aleksy spojrzał na mnie z wyrzutem i już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zamknął je, gdy zacząłem go masować. Nie musiałem czekać długo, aż zrobił się całkiem twardy, bo już wcześniej był podniecony. Gdy bokserki zrobiły się przyciasne, zsunąłem je z jego bioder. Jęknął cicho, ze wstydu, co sprawiło, że znów spojrzałem na niego z rozbawieniem. Mimo że jego twarz była cała czerwona, patrzył na mnie, jakby od tego zależało jego życie.
      Świadom takiej uważnej widowni, zabrałem się do roboty. Objąłem jego członka dłonią, ale zanim wziąłem go do ust, podrażniłem wrażliwą skórę językiem. Biodra Aleksego drgnęły wbrew jego woli, więc przytrzymałem je wolną ręką, gdy z jego ust uciekał cichy jęk. Zacisnął mocno palce na materiale poduszki, drugą ręką wciąż lekko zasłaniając sobie twarz. Z doświadczenia jednak wiedziałem, że nie powinienem go zachęcać, żeby położył dłoń na mojej głowie, dopóki sam nie będzie chciał tego zrobić.
      Gdy powoli objąłem go ustami, wciągnął łapczywie powietrze. Właściwie nigdy nie miałem się za mistrza seksu oralnego (ten tytuł zdecydowanie należał się samemu Aleksemu i wiedziałem o tym najlepiej), ale jego reakcje nie wydawały mi się udawane, więc gdy już to robiłem, starałem się to zrobić porządnie. Zacząłem poruszać powoli głową, wciąż masując go dłonią, i teraz już naprawdę musiałem przytrzymywać jego biodra, nie chcąc się zakrztusić przez jakiś niekontrolowany ruch. Zamiast skupiać się na moich własnych odczuciach, wsłuchałem się w jego oddech, dostosowując do niego ruchy. Aleksy zaklął cicho pod nosem, bez tchu, i po jakimś czasie poczułem, jak kładzie dłoń na mojej głowie.
      Mruknąłem zachęcająco, a wibracje sprawiły, że z jego ust wyrwał się zduszony jęk. Podniosłem na niego wzrok, ale nie napotkałem jego spojrzenia, bo miał zamknięte oczy. Patrząc na jego twarz, teraz już niezasłoniętą i wykrzywioną w wyrazie przyjemności, przyśpieszyłem.
      Głównie po jego jękach wiedziałem, że był blisko. Aleksy był w łóżku głośniejszy ode mnie i nigdy nawet słowem na to nie narzekałem, bo strasznie mnie to kręciło. Tym razem również wydawał z siebie te wszystkie słodkie dźwięki, zaciskając palce na moich włosach, a ja starałem się dać mu jak najwięcej przyjemności przed zbliżającym się orgazmem. Mimo że nie umiałem brać go bardzo głęboko, starałem się nadrobić to ręką i językiem. Miałem jednak przyjemne wrażenie, że wychodziło ponad przeciętną.
      Próbował dać mi znać, że powinienem się odsunąć, ale spojrzałem mu stanowczo w oczy, starając się przekazać, że nie zamierzam. Chyba zrozumiał, bo potrzebował tylko kilku ruchów z mojej strony, żeby dojść z przeciągłym, niekontrolowanym jękiem, za którym podążało gwałtowne wciągnięcie powietrza. Jego biodra szarpnęły do przodu i musiałem mocno je przytrzymać, głaszcząc lekko dłońmi, ale przyjmując wszystko. Dopiero po chwili, gdy byłem pewien, że skończył, odsunąłem się, oblizując lekko usta.
      Klatka piersiowa Aleksego gwałtownie unosiła się i opadała, a on przetarł spocone czoło dłonią. Zagarnął do tyłu kilka mokrych kosmyków, pozwalając rumieńcowi rozlać się na jego twarzy, i zahaczył palcem o krawędź swojego t-shirtu, wyraźnie przegrzany. Potrzebował chwili, żeby być w stanie otworzyć oczy, a gdy już to zrobił, i tak były wyraźnie zamglone.
      Przynajmniej dopóki nie zauważył mojej miny.
      – O Boże – odezwał się z zażenowaniem, szybko się nade mną pochylając. – Połknąłeś?
      Pokręciłem powoli głową, starając się nie krzywić tak bardzo, jak chciałem. Aleksy szybko sięgnął po pudełko chusteczek leżące na stoliku i wyrwał z niego dwie, które zaraz podsunął mi pod nos.
      – Masz, wypluj... Nie obrażę się – powiedział, patrząc na mnie przepraszająco.
      Nie czekałem dłużej i przycisnąłem sobie chusteczki do ust, odkaszlując. Dopiero gdy opróżniłem buzię i przepłukałem usta sokiem, który leżał na stoliku w niedopitej szklance, spojrzałem na Aleksego, starając się robić dobrą minę do złej gry.
      – Przepraszam – odparł ze skruchą. – Wiem, że to nie jest przyjemne.
      A jakoś zawsze połykasz, pomyślałem.
      – W porządku. Sam chciałem – odparłem, nie chcąc tego roztrząsać. Usiadłem obok niego na kanapie, gdy on wciągał bokserki i dżinsy na miejsce. – Przynajmniej nie nabrudziliśmy.
      Aleksy spojrzał na mnie, wciąż przyjemnie zarumieniony, i bez większego wahania pocałował mnie w usta. Oddałem z zadowoleniem pocałunek, jednak nie pogłębiałem go z wiadomych powodów.
      – Dziękuję – mruknął Aleksy, gdy już się odsunął. – Byłeś świetny.
      – Mhm. A ty jesteś słodki – powiedziałem, całując go z czułością w policzek. Zaśmiał się cicho, przytulając się do mnie.
      – Wiem, Dawid. Dlatego na mnie lecisz.
      Wywróciłem lekko oczami, ale nie zaprzeczyłem. Kilka chwil upłynęło w ciszy, gdy Aleksy uspokajał do końca oddech. Zacząłem całować go delikatnie po rozgrzanym ramieniu, a gdy chyba był bliski zauważenia, że wciąż miałem nie tak mały problem we własnych spodniach, usłyszeliśmy przeciągłe, pełne pogardy miauknięcie.
      Maurycy leżał na parapecie, tak, że całe jego wielkie ciemnorude cielsko rozpłaszczyło się jak naleśnik. Obserwował nas ze znudzeniem, machając lekko ogonem z boku na bok.
      Przez kilka sekund nie wiedzieliśmy, jak zareagować.
      – Od kiedy ten kot tutaj jest? – zapytałem niepewnie.
      – Myślisz, że widział...? – rzucił Aleksy, zerkając na mnie.
      – Ech? – Poczułem, że zaczynam się rumienić. – No chyba nie.
      Gdy ja robiłem się coraz bardziej czerwony, Aleksy wstał, ze stęknięciem zdjął wierzgającego i prychającego Maurycego z parapetu, po czym podszedł do uchylonych drzwi do naszej sypialni i wrzucił tam kota. Zatrzasnął drzwi i odwrócił się, gdy zaczęło się znajome drapanie pazurków i miauczenie po drugiej stronie. Kompletnie je zignorował i wrócił do mnie, ale zamiast usiąść, uklęknął między moimi nogami i oparł się o nie z szelmowskim uśmiechem.
      – To co, odwdzięczyć się? – rzucił pytająco, ale było to raczej pytanie retoryczne.
      Przełknąłem ślinę, jednocześnie kiwając lekko głową.

***

Taak, wiem, że to nie było strasznie porywające. Napisałam to już wczoraj, bo przez cały wtorek chodził za mną ten pomysł i akurat miałam trochę czasu. Właściwie długo zastanawiałam się, czy w ogóle to tutaj wstawić, bo to najbardziej nieprzyzwoita rzecz, jaką w życiu napisałam (tak, haha), a nie jest nawet częścią jakiejś treściwej całości, więc sami wiecie. Ale potem pomyślałam, że część z czytelników zawsze mi marudziła, że tak mało w tym opowiadaniu podobnych scen, więc w końcu stwierdziłam, że jak już to powstało, to co będzie leżeć w folderze i się kurzyć. Orderu za jakość pewnie nie dostanę, ale już samo to, że w końcu napisałam coś w tym moim obecnym kryzysie, jest pocieszające.
Bo właśnie, mój kryzys. Jeśli zaglądają tutaj czytelnicy Rozmów od serca, to macie pełne prawo mnie zlinczować za to, że nie piszę ich, a zabieram się za jakieś niemądre dodatki do MnA, ech. Ale to było jedyną rzeczą, na jaką miałam chociaż cień ochoty. Rozmowy i inne moje potworki to ostatnio bardzo drażliwy temat, nie umiem się za nic zabrać. Mam chyba tyle problemów ze sobą, że Ros zeszły na dalszy plan.
Tym pozytywnym akcentem kończąc, do następnego :)

12 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ruttan, jeśli naprawdę pierwszy raz pisałaś coś tego typu, to naprawdę wyszło ci super <3 xD
    Życzę, żebyś się pozbierała za swoich problemów i przepędziła potworki
    Karo

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, najważniejsze, że w ogóle coś napisałaś. Małymi kroczkami pisz coraz więcej, a gdy będziesz gotowa powrócisz do pozostałych projektów.
    A co do dodatku to... Ach, oni w ogóle się nie zmieniają ♥
    Dwie urocze kluchy, trochę pikanterii i duży, rudy kot, to coś, co pomaga w zaczerpnięciu oddechu ^^
    (To nie tak, że próbuję ukryć fakt, że prawie przez cały czas szczerzyłam się do ekranu, śmiejąc się i piszcząc na przemian. Skąd...)
    Pozbieraj się i wracaj do roboty, bo jeśli lubisz coś robić, to żal to porzucać. Chęci, czasu, cierpliwości i weny
    Kokon

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, hej!
    Nie wiem, czy mnie pamiętasz, kiedyś pisałam do Ciebie na asku, że kompletnie oszalałam na punkcie historii Dawida i Aleksego. Jesteś pierwszą autorką, u której przeczytałam coś, co nie jest fanfiction, przysięgam, że później przynajmniej przez tydzień żyłam tym opowiadaniem. Z tego powodu nie muszę chyba mówić, jak bardzo ucieszyłam się, widząc powiadomienie dotyczące nowego posta, hm?
    Rozumiem Cię totalnie co do tego zastoju w pisaniu, sama miałam prawie sześciomiesięczną przerwę, a kiedy już wreszcie do tego wróciłam, idzie mi to strasznie mozolnie. To nic złego, każdy czasem potrzebuje przerwy i nie powinnaś się do niczego zmuszać. Lepiej jest po prostu poczekać, aż to natchnienie faktycznie przyjdzie, bo pisane pod jego wpływem prace są bardziej szczere, jeśli wiesz, co mam na myśli. Tak czy siak, chciałabym głównie powiedzieć (ale jak zwykle zdążyłam rozpisac się w międzyczasie), że ten dodatkowy rozdział był po prostu przecudowny, okej? Jako fanka słodkich opowiadań, uroczych momentów, wielu opisów uczuć, nie potrafię zaprzeczyć, że również choleeeeernie uwielbiam te sceny. Czasem po prostu nachodzi mnie ochota, żeby przeczytać dobrego smuta i nic na to nie poradzę (tak na prawdę na ten gatunek opowiadań mam ochotę cały czas, ale nikt nie musi o tym wiedzieć ;)). Yah, pamiętam, jak sama pierwszy raz opisywałam robienie loda, to było takie dziwne, hah. XD Nie masz się o co martwić, wyszło Ci naprawdę super. Jednocześnie zabawnie, seksownie i uroczo. Te trzy cechy składają się na idealne opowiadanie dla mnie, więc masz moje serduszko (już od dawna, swoją drogą). ♥ Mam nadzieję, że będziemy mogli jeszcze przeczytać o jakichś historiach z życia Aleksego i Dawida!
    Powodzenia, dużo weny i czasu~
    Malffux

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa <3 Chciałabym poradzić coś na ten zastój, ale to ciężkie. Czasem już nie mogę odróżnić, czy to kwestia mojego lenistwa, czy rzeczywiście źle się czuję, ech.
      I przyznam, że moje opowiadania zwykle są bardzo niewinne, ale różnych rzeczy się naczytałam :') Dobry smut jest dobry...
      Z Dawidkiem i Aleksym raczej coś się jeszcze pojawi, no ale nie mogę określić kiedy. I cieszę się, że jednak nie wyszła źle ta scena :v

      Usuń
  5. Jak ja tęskniłaaaaaaam<3 takie urocze mój boże rozpływam się~~~

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajno że od czasu do czasu coś tu dodajesz. ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest absolutnie cudowne! Tak super to napisałaś bez zatracenia charakterów chłopaków, że aż mi głupio, że dopiero teraz przeczytałam ten dodatek! Ale bardzo bardzo mi się podobał i mam ogromną nadzieję, że jeszcze kiedyś o chlopcach przeczytamy! Bo, co by o nich nie mówić, to przywiazalam się do tych dwóch głupków i to bardzo. Miło było wejść tutaj po długim czasie i zobaczyć coś nowego! :3
    Dziękuję Ci, Ruttan!!!
    Jesteś świetna i mam nadzieję, że jeszcze wrócisz do pisania^^
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  8. czekamy na dodatki :)

    OdpowiedzUsuń